Święty Franciszek z Asyżu: Więcej niż miłośnik zwierząt

Cześć Wam wszystkim! Witajcie na moim blogu. Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami refleksjami na temat postaci, która fascynuje mnie od lat, a której obraz często bywa spłaszczany i upraszczany. Mówię o człowieku, którego zna chyba każdy, choćby ze słyszenia lub z popularnych figurek ogrodowych. Chodzi oczywiście o Biedaczynę z Asyżu. Tytuł tego wpisu brzmi: Święty Franciszek z Asyżu: Więcej niż miłośnik zwierząt. I właśnie to „więcej” chciałbym dzisiaj zgłębić, bo choć jego miłość do całego stworzenia jest niezaprzeczalna i piękna, to stanowi ona jedynie fragment znacznie większej, głębszej i bardziej radykalnej historii jego życia oddanego bez reszty Chrystusowi.

Kiedy myślimy „święty Franciszek„, przed oczami staje nam często obrazek łagodnego mężczyzny w habicie, otoczonego ptakami, rozmawiającego z wilkiem z Gubbio. To piękny i ważny aspekt jego duchowości, ale redukowanie go tylko do roli patrona ekologów i przyjaciela zwierząt byłoby ogromnym niedopowiedzeniem. To tak, jakby podziwiać tylko jeden witraż w ogromnej katedrze – piękny sam w sobie, ale nie oddający pełni majestatu i głębi całej budowli. Święty Franciszek był przede wszystkim człowiekiem zakochanym w Bogu, mistykiem, radykałem Ewangelii, reformatorem Kościoła i świadkiem Chrystusa Ukrzyżowanego.

Od Syna Kupca do Rycerza Chrystusa: Droga Nawrócenia

Zanim Giovanni di Pietro di Bernardone stał się Franciszkiem, Biedaczyną z Asyżu, był synem bogatego kupca sukiennego. Młodość spędzał na zabawach, marzył o rycerskiej sławie i zaszczytach. Brał udział w wojnie między Asyżem a Perugią, trafił do niewoli. Później, próbując zdobyć ostrogi rycerskie, wyruszył na wyprawę wojenną do Apulii. Jednak to właśnie w tym okresie Bóg zaczął intensywnie działać w jego sercu. Choroba, tajemniczy sen w Spoleto, gdzie usłyszał pytanie, czy lepiej służyć Panu czy słudze – to wszystko były momenty przełomowe.

Prawdziwym punktem zwrotnym było jednak spotkanie z trędowatym. Franciszek, który wcześniej brzydził się widokiem tych chorych, przezwyciężył swój wstręt, zsiadł z konia, ucałował go i obdarował jałmużną. Ten akt miłosierdzia, przekroczenia własnych granic i lęków, otworzył go na zupełnie nową perspektywę. Jak sam później napisał w swoim Testamencie, to, co wcześniej było dla niego gorzkie, stało się słodyczą duszy i ciała. To był początek jego radykalnego nawrócenia – odwrócenia się od świata ku Bogu.

Kolejnym kluczowym momentem była modlitwa przed krzyżem w zrujnowanym kościółku San Damiano pod Asyżem. Usłyszał wtedy głos samego Chrystusa: „Franciszku, idź i napraw mój Kościół, który, jak widzisz, cały idzie w ruinę”. Początkowo zrozumiał te słowa dosłownie i zaczął odbudowywać małe, zapomniane kapliczki. Sprzedał nawet sukno ze sklepu ojca, co doprowadziło do ostrego konfliktu i ostatecznego zerwania z rodziną. Przed biskupem Asyżu Franciszek publicznie wyrzekł się dziedzictwa, zdejmując nawet ubranie i oddając je ojcu, mówiąc: „Dotąd mówiłem do ciebie 'ojcze’ na ziemi, odtąd mogę mówić 'Ojcze nasz, który jesteś w niebie'”. Ten gest był symbolicznym aktem całkowitego oddania się Bogu i wybrania radykalnego ubóstwa.

Święty Franciszek z Asyżu

Pani Ubóstwo – Wolność w Chrystusie

Ubóstwo dla świętego Franciszka nie było celem samym w sobie, ani jakąś formą społecznego protestu, choć niewątpliwie było znakiem sprzeciwu wobec bogacącego się społeczeństwa i czasem nawet samego Kościoła. Dla niego ubóstwo było przede wszystkim drogą do naśladowania Chrystusa, który „będąc bogatym, dla nas stał się ubogim” (por. 2 Kor 8, 9). Było wyrazem całkowitego zaufania Bożej Opatrzności i wolności od przywiązań materialnych, które tak często nas zniewalają.

Franciszek nazywał ubóstwo „Panią”, swoją oblubienicą. Widział w nim nie brak, ale bogactwo – bogactwo duchowe, możliwość bycia bliżej Chrystusa i ludzi najbardziej potrzebujących. Żył z jałmużny, pracował własnymi rękami, nie chciał posiadać niczego na własność – ani domu, ani pieniędzy, ani nawet dodatkowej tuniki. Ta radykalność może nas dzisiaj szokować, może wydawać się przesadna. Ale czy w naszym świecie, tak bardzo nastawionym na konsumpcję, posiadanie, gromadzenie, postawa świętego Franciszka nie jest proroczym głosem, wzywającym do opamiętania? Czy nie pokazuje nam, że prawdziwe szczęście i wolność nie leżą w tym, co mamy, ale w tym, kim jesteśmy i w naszej relacji z Bogiem?

Jego ubóstwo nie było smutne ani ponure. Wręcz przeciwnie, było źródłem ogromnej radości – „radości doskonałej”, jak sam ją opisywał. Radości płynącej nie z komfortu czy bezpieczeństwa materialnego, ale z poczucia bycia kochanym przez Boga, z możliwości służenia Mu w braciach i siostrach, z wolności od trosk tego świata.

Miłość Stworzenia jako Pieśń Chwały dla Stwórcy

I tu dochodzimy do tego tak popularnego obrazu Franciszka – miłośnika przyrody. Tak, święty Franciszek kochał całe stworzenie – słońce, księżyc, gwiazdy, wodę, ogień, ziemię, zwierzęta, rośliny. Nazywał je swoimi braćmi i siostrami. Ale ta miłość nie była sentymentalnym panteizmem czy jakąś formą neopogaństwa. Ona wypływała bezpośrednio z jego głębokiej wiary w Boga Stwórcę.

Franciszek widział w każdym stworzeniu odbicie Bożej miłości, mądrości i piękna. Każdy element natury był dla niego śladem obecności Ojca. Jego słynny „Kantyk Stworzeń” (zwany też „Pochwałą Stworzenia” lub „Pieśnią Słoneczną”) jest tego najpiękniejszym wyrazem. To nie jest tylko poetycki opis przyrody. To jest modlitwa uwielbienia Boga poprzez Jego dzieła. „Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata naszego, wiatr…”, „Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę naszą, wodę…”, „Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę naszą, matkę ziemię…”. Każda zwrotka zaczyna się od uwielbienia Boga („Laudato si’, mi’ Signore”), a stworzenia są „przez które” On jest chwalony.

Franciszek nie tyle kochał zwierzęta zamiast ludzi czy Boga, ile kochał wszystko, co wyszło z ręki Stwórcy, widząc w tym jedną wielką rodzinę dzieci Bożych. Jego postawa uczy nas szacunku dla świata przyrody, odpowiedzialności za niego (co tak mocno podkreśla papież Franciszek w encyklice Laudato si’), ale przede wszystkim kieruje nasz wzrok ku Temu, który jest źródłem wszelkiego istnienia. Rozmawiając z ptakami czy oswajając wilka, Franciszek tak naprawdę głosił im (i ludziom wokół) Dobrą Nowinę o miłości Boga. Pokazywał, że harmonia między człowiekiem a resztą stworzenia jest możliwa, gdy człowiek żyje w harmonii z Bogiem.

Stygmaty – Pieczęć Miłości Ukrzyżowanej

Jednym z najbardziej niezwykłych i tajemniczych wydarzeń w życiu świętego Franciszka było otrzymanie stygmatów na górze La Verna (Alwernia) w 1224 roku, na dwa lata przed śmiercią. Podczas intensywnej modlitwy i postu, kontemplując Mękę Chrystusa, ujrzał Serafina z rozpostartymi skrzydłami, przybitego do krzyża. Po tym widzeniu na jego dłoniach, stopach i boku pojawiły się rany – znaki Męki Pańskiej.

Stygmaty były zewnętrznym znakiem jego głębokiego zjednoczenia z Chrystusem, nie tylko w miłości i radości, ale także w cierpieniu. Franciszek tak bardzo pragnął naśladować swojego Mistrza we wszystkim, tak bardzo rozważał Jego Mękę, że Bóg pozwolił mu fizycznie uczestniczyć w ranach Zbawiciela. To wydarzenie pokazuje nam, jak głęboka i intymna była jego relacja z Jezusem. Wynosi go daleko ponad obraz łagodnego ekologa. Święty Franciszek był człowiekiem, który na własnym ciele nosił znaki miłości posuniętej aż do krzyża.

To także przypomnienie dla nas, że chrześcijaństwo to nie tylko łatwe i przyjemne hasła. To także gotowość do niesienia swojego krzyża, do współcierpienia z Chrystusem i z bliźnimi. Franciszek uczy nas, że prawdziwa miłość często wiąże się z ofiarą.

Odbudowa Kościoła i Budowanie Pokoju

Pamiętacie słowa z krzyża San Damiano: „Napraw mój Kościół”? Franciszek szybko zrozumiał, że chodziło nie tylko o mury budynków, ale przede wszystkim o odnowę duchową Kościoła jego czasów. Kościoła, który zmagał się z bogactwem, walkami o wpływy, a czasem i z rozluźnieniem moralnym duchowieństwa. Jego radykalne życie Ewangelią, jego ubóstwo, pokora i gorliwość w głoszeniu Słowa Bożego stały się potężnym impulsem do odnowy.

Założył trzy zakony (męski – Braci Mniejszych, żeński – Klarysek, i dla ludzi świeckich – Franciszkański Zakon Świeckich), które miały żyć duchem Ewangelii w świecie. Nie chciał tworzyć zamkniętej elity, ale ruch odnowy dostępny dla wszystkich. Jego nacisk na prostotę, braterstwo, służbę ubogim i głoszenie pokoju przyciągnął tysiące naśladowców i ożywił wiarę w sercach wielu ludzi.

Święty Franciszek był także człowiekiem pokoju. Żył w czasach krucjat, a jednak podczas piątej wyprawy krzyżowej, w 1219 roku, odważył się na krok niezwykły – przekroczył linię frontu w Egipcie i udał się do sułtana Malika al-Kamila. Nie szedł tam z mieczem, ale z pragnieniem dialogu i głoszenia Chrystusa. Choć sułtana nie nawrócił, to spotkanie odbyło się w atmosferze wzajemnego szacunku. Franciszek pokazał, że możliwa jest inna droga niż przemoc – droga świadectwa, dialogu i odwagi w głoszeniu własnej wiary. W dzisiejszym świecie, pełnym konfliktów na tle religijnym i kulturowym, jego postawa jest niezwykle aktualna.

Święty Franciszek z Asyżu

Dziedzictwo Biedaczyny z Asyżu – Co Mówi Nam Dzisiaj?

Dlaczego święty Franciszek jest tak ważny również dla nas, ludzi żyjących w XXI wieku? Myślę, że jego przesłanie jest ponadczasowe i uderza w samo sedno naszych współczesnych problemów.

  1. W świecie konsumpcjonizmu przypomina nam o wartości ubóstwa – niekoniecznie materialnego dla wszystkich, ale duchowego: wolności od przywiązania do rzeczy, prostoty życia, zaufania Bogu.
  2. W obliczu kryzysu ekologicznego uczy nas szacunku dla stworzenia jako daru Bożego, odpowiedzialności za nasz wspólny dom i widzenia Boga we wszystkim, co nas otacza.
  3. W społeczeństwie pełnym podziałów i egoizmu wzywa nas do budowania braterstwa, służenia najuboższym i odrzuconym, do bycia narzędziami pokoju tam, gdzie panuje konflikt.
  4. W Kościele, który wciąż potrzebuje odnowy, jest wzorem radykalnego pójścia za Chrystusem, życia Ewangelią na co dzień, pokory i miłości do Kościoła, nawet jeśli dostrzegamy jego słabości.
  5. W naszym osobistym życiu duchowym pokazuje, jak głęboka może być relacja z Jezusem – aż po zjednoczenie w cierpieniu (stygmaty) – i jak wielka radość płynie z całkowitego oddania się Bogu.

Święty Franciszek z Asyżu to gigant duchowości. Człowiek, który dosłownie potraktował wezwanie Chrystusa „Pójdź za Mną”. Jego życie było nieustannym dążeniem do Conformitas Christi – upodobnienia się do Chrystusa we wszystkim. Był mistykiem zanurzonym w modlitwie, ale jednocześnie człowiekiem czynu, angażującym się w sprawy świata i Kościoła. Był radykałem, który nie bał się iść pod prąd, ale jego radykalizm był pełen miłości, łagodności i radości.

Tak, kochał zwierzęta i całą przyrodę. Ale ta miłość była tylko jednym z przejawów jego wszechogarniającej miłości do Boga i wszystkiego, co od Niego pochodzi. Był kimś znacznie więcej – był żywą Ewangelią, świadkiem Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, inspiracją dla milionów ludzi przez wieki. I mam nadzieję, że również dla nas dzisiaj może być przewodnikiem na drogach wiary, pomagającym odkryć, co w życiu jest naprawdę ważne.

Przewijanie do góry