Cześć Wam, Bracia i Siostry w Chrystusie. Witam na moim blogu, miejscu, gdzie staram się dzielić swoimi przemyśleniami na temat naszej wiary, Pisma Świętego i tego, jak Bóg działa w naszym codziennym, często zabieganym życiu. Dzisiaj chciałbym pochylić się nad jednym z fundamentów naszej wiary, historią, która rozbrzmiewa echem przez tysiąclecia i wciąż ma dla nas, ludzi XXI wieku, ogromne znaczenie. Mówię o niesamowitej relacji, jaka zawiązała się między Bogiem Wszechmogącym a człowiekiem imieniem Abram, którego później poznaliśmy jako Abrahama. Zgłębimy temat Obietnica i Przymierze: Bóg i Abraham (Rdz 15, 17). To właśnie te dwa rozdziały Księgi Rodzaju odsłaniają przed nami istotę Bożej wierności i ludzkiej wiary, która staje się wzorem dla nas wszystkich.
Żyjemy w czasach, które nieustannie podważają wartość obietnic. Umowy są łamane, słowa tracą na znaczeniu, a zaufanie staje się towarem deficytowym. W takim świecie historia Abrahama i przymierza, które zawarł z nim Bóg, jawi się jak latarnia morska na wzburzonym morzu. Pokazuje nam bowiem, że istnieje Ktoś, kogo słowo jest wieczne, Ktoś, kto nie tylko składa obietnice przekraczające ludzkie pojmowanie, ale także sam gwarantuje ich wypełnienie.
Zanim jednak przejdziemy do samego aktu przymierza, cofnijmy się na chwilę, by zrozumieć kontekst. Abram, bo tak brzmiało jego pierwotne imię, nie był młodzieńcem pełnym sił i perspektyw. Był człowiekiem w podeszłym wieku, żyjącym w kulturze, gdzie brak potomstwa, zwłaszcza męskiego dziedzica, był postrzegany jako hańba, a nawet przekleństwo. Jego żona, Saraj, również była bezpłodna i w zaawansowanym wieku. Byli zamożni, mieli sługi, stada, ale brakowało im tego, co najważniejsze – przyszłości zaklętej w potomstwie. I właśnie w takiej sytuacji Bóg powołuje Abrama, każe mu opuścić ojczystą ziemię, dom ojca, i wyruszyć w nieznane, do kraju, który mu wskaże (Rdz 12). A co obiecuje w zamian? Obiecuje rzeczy niewyobrażalne: uczyni go wielkim narodem, będzie mu błogosławił, rozsławi jego imię, a przez niego będą błogosławione wszystkie narody ziemi. Co więcej, obiecuje mu ziemię – Kanaan – na wieczne posiadanie dla jego potomstwa.

Łatwo nam czytać te słowa po tysiącach lat, znając dalszy ciąg historii zbawienia. Ale postawmy się na chwilę w sytuacji Abrama. Starszy człowiek, bezdzietny, ma zostawić wszystko, co zna, całe swoje bezpieczeństwo, i pójść za głosem Boga, którego dopiero poznaje, w nieznane, opierając się jedynie na obietnicy potomstwa, które wydaje się biologiczną niemożliwością, i ziemi, która należy do kogoś innego. To wymagało gigantycznej wiary. I Abram… uwierzył. Poszedł. To pierwszy, kluczowy krok.
Jednak lata mijały, a obietnica potomka wciąż się nie materializowała. Możemy sobie tylko wyobrazić narastające wątpliwości, może nawet chwile zwątpienia. I tu dochodzimy do 15. rozdziału Księgi Rodzaju. Bóg ponownie przemawia do Abrama w widzeniu, zapewniając: „Nie lękaj się, Abramie, Ja jestem twoją tarczą; zapłata twoja będzie sowita!” (Rdz 15, 1). Ale Abram, w ludzkiej szczerości i bólu, pyta: „Panie, Boże, cóż mi dasz, skoro zbliżam się do kresu życia bezdzietny, a dziedzicem domu mego będzie Eliezer z Damaszku?” (Rdz 15, 2). To nie jest wyraz buntu, ale raczej głębokiego pragnienia zrozumienia, jak Boża obietnica ma się zrealizować w obliczu twardej rzeczywistości.
I wtedy Bóg czyni coś niezwykłego. Wyprowadza Abrama na zewnątrz i każe mu spojrzeć w rozgwieżdżone niebo Bliskiego Wschodu – niebo nieskażone światłami miast, gdzie gwiazdy zdają się być na wyciągnięcie ręki, a ich mnogość przytłacza. „Spójrz ku niebu i policz gwiazdy, jeśli potrafisz je policzyć! (…) Tak liczne będzie twoje potomstwo” (Rdz 15, 5). W obliczu tej kosmicznej obietnicy, w obliczu majestatu Stwórcy, dzieje się coś fundamentalnego: „Abram uwierzył Panu, a On poczytał mu to za sprawiedliwość” (Rdz 15, 6). To zdanie jest jednym z kamieni węgielnych teologii. Sprawiedliwość Abrama nie wynikała z jego uczynków, z jego zasług, ale z jego wiary – z zaufania Bogu wbrew okolicznościom. To echo usłyszymy później w Nowym Testamencie, zwłaszcza u Apostoła Pawła, który wskaże na Abrahama jako ojca wszystkich wierzących, usprawiedliwionych przez wiarę w Jezusa Chrystusa (Rz 4, Ga 3).
Jednak Abram, choć uwierzył, wciąż pragnie pewności. Pyta Boga: „Panie, Boże, jakże poznam, że ją [ziemię obiecaną] posiądę?” (Rdz 15, 8). To nie jest już pytanie o możliwość spełnienia obietnicy, ale o gwarancję. I Bóg odpowiada w sposób niezwykły, inicjując ceremonię zawarcia przymierza, która była znana w tamtych czasach, ale którą Bóg napełnia nowym, głębszym znaczeniem.
Bóg każe Abramowi przygotować zwierzęta ofiarne: trzyletnią jałowicę, trzyletnią kozę, trzyletniego barana, a także synogarlicę i gołębicę. Abram przecina większe zwierzęta na połowy i układa je naprzeciw siebie, tworząc przejście. W starożytnym Bliskim Wschodzie zawarcie uroczystego paktu (przymierza) często wiązało się z takim rytuałem. Strony przymierza przechodziły pomiędzy rozciętymi częściami zwierząt, co symbolizowało niejako wypowiedzenie klątwy na samego siebie: „Jeśli złamię warunki tego przymierza, niech mnie spotka to samo, co te zwierzęta”. Była to najsilniejsza forma zobowiązania.
I tu następuje moment absolutnie kluczowy i zdumiewający. Kiedy zapada zmrok i Abram pogrąża się w głębokim, tajemniczym śnie (symbolizującym być może jego bierność i całkowitą zależność od Boga w tym akcie), pomiędzy połówkami zwierząt przechodzi nie Abram, ani nie Abram razem z Bogiem. Przechodzi sam Bóg, ukazany pod postacią дымящегося печи (dymiącego pieca) i огненного факела (ognistego płomienia) (Rdz 15, 17). Co to oznacza? Oznacza to, że Bóg bierze na siebie całe zobowiązanie przymierza. To On sam gwarantuje jego wypełnienie. To On niejako mówi: „Jeśli Ja nie dotrzymam słowa danego tobie, Abramie, niech na Mnie spadnie ta klątwa”. To jest objawienie niewyobrażalnej Bożej łaski i wierności. Przymierze nie opiera się na sile i wierności Abrama, ale na niezmiennej wierności samego Boga. To Bóg jest gwarantem swojej własnej obietnicy. Czyż nie jest to pocieszająca prawda także dla nas, którzy tak często zawodzimy, upadamy, wątpimy? Nasza nadzieja nie leży w naszej sile, ale w niezłomnej wierności Boga, który zawarł z nami Nowe Przymierze we krwi Jezusa Chrystusa.
To wydarzenie z 15. rozdziału Księgi Rodzaju jest sercem tematu Obietnica i Przymierze. Pokazuje, jak Bóg odpowiada na ludzkie pragnienie pewności, jak ugruntowuje Swoje obietnice w akcie przymierza, które sam inicjuje i gwarantuje. To przymierze dotyczyło nie tylko ziemi, ale przede wszystkim potomstwa – narodu wybranego, z którego miał wyjść Mesjasz, błogosławieństwo dla wszystkich narodów.
Ale historia Abrahama i przymierza ma swój dalszy ciąg w 17. rozdziale Księgi Rodzaju. Minęło kolejnych kilkanaście lat. Abram ma już 99 lat! W międzyczasie, próbując „pomóc” Bogu w realizacji obietnicy, za namową Saraj spłodził syna z jej niewolnicą, Hagar. Narodził się Izmael. Był to jednak ludzki plan, nie Boży. I wtedy Bóg ponownie ukazuje się Abramowi, tym razem przedstawiając się nowym imieniem: „Jam jest Bóg Wszechmogący (El Shaddai). Służ Mi i bądź nienaganny” (Rdz 17, 1). To imię podkreśla Bożą suwerenną moc, zdolność do uczynienia tego, co niemożliwe.
W tym momencie Bóg potwierdza swoje przymierze i nadaje mu bardziej konkretny kształt oraz zewnętrzny znak. Po pierwsze, zmienia imiona głównych bohaterów. Abram („wywyższony ojciec”) staje się Abrahamem („ojcem mnóstwa narodów”), a Saraj („moja księżniczka”) staje się Sarą („księżniczką” w sensie ogólnym, matką narodów). Zmiana imienia w Biblii zawsze oznaczała zmianę tożsamości, przeznaczenia, nową rolę w Bożym planie. Bóg niejako pieczętuje swoje obietnice w samych imionach tych, z którymi zawiera przymierze. Abraham ma stać się ojcem nie tylko jednego narodu, ale mnóstwa narodów – co zapowiada włączenie pogan do ludu Bożego przez wiarę.
Po drugie, Bóg ustanawia znak przymierza – obrzezanie. Każdy potomek Abrahama płci męskiej miał być obrzezany ósmego dnia po narodzeniu. Był to fizyczny, trwały znak na ciele, przypominający o przynależności do ludu przymierza, o wybraniu przez Boga i o zobowiązaniach wynikających z tego przymierza. Obrzezanie było znakiem oddzielenia od innych narodów, znakiem poświęcenia Bogu. Było też znakiem, który miał przypominać o konieczności „obrzezania serca” – wewnętrznej przemiany, posłuszeństwa i czystości (Pwt 10, 16; Jr 4, 4). Chociaż było to wymaganie postawione człowiekowi, ostatecznie jego skuteczność i znaczenie płynęły z wierności Boga, który to przymierze ustanowił.
Bóg powtarza obietnicę narodzin syna z Sary, Izaaka, syna obietnicy, przez którego linia przymierza będzie kontynuowana. Śmiech Abrahama i Sary na tę wieść (Rdz 17, 17; 18, 12) pokazuje, jak bardzo po ludzku niewiarygodna wydawała się ta obietnica. A jednak Bóg pyta: „Czy jest coś niemożliwego dla Pana?” (Rdz 18, 14).

Co ta historia Obietnicy i Przymierza Boga z Abrahamem oznacza dla nas dzisiaj, jako chrześcijan? Ogromnie wiele.
- Abraham jest naszym ojcem w wierze. Apostoł Paweł wielokrotnie podkreśla, że prawdziwymi dziećmi Abrahama nie są ci, którzy pochodzą od niego fizycznie, ale ci, którzy podzielają jego wiarę – wiarę, która została mu poczytana za sprawiedliwość zanim został obrzezany (Rz 4, 9-12). To my, wierzący w Jezusa Chrystusa, jesteśmy duchowym potomstwem Abrahama, dziedzicami obietnic mu danych (Ga 3, 29).
- Bóg jest Bogiem wiernym swoim obietnicom. Historia Abrahama to potężne świadectwo Bożej wierności. Mimo upływu lat, mimo ludzkich wątpliwości i błędów (jak historia z Hagar), Bóg konsekwentnie realizował swój plan. Jego obietnice są pewne, bo On sam jest ich gwarantem. Możemy Mu ufać, nawet gdy okoliczności wydają się beznadziejne, a spełnienie Jego obietnic wydaje się niemożliwe.
- Zbawienie jest z łaski przez wiarę. Tak jak Abraham został usprawiedliwiony przez wiarę, tak i my dostępujemy zbawienia nie przez nasze uczynki, ale przez wiarę w Jezusa Chrystusa, który wypełnił wszystkie wymagania Prawa i poniósł karę za nasze grzechy. Przymierze z Abrahamem zapowiadało tę prawdę.
- Boże obietnice ostatecznie wypełniły się w Jezusie Chrystusie. To Jezus jest obiecanym Potomkiem Abrahama (Ga 3, 16), przez którego przyszło błogosławieństwo na wszystkie narody. To On jest Królem, którego panowanie nie będzie miało końca. To On ustanowił Nowe Przymierze, zapieczętowane nie krwią zwierząt, ale Jego własną krwią przelaną na krzyżu (Łk 22, 20). To Nowe Przymierze jest spełnieniem i udoskonaleniem przymierza zawartego z Abrahamem.
- Jesteśmy ludem Nowego Przymierza. Chrzest jest dla nas znakiem wejścia do wspólnoty Nowego Przymierza, znakiem obmycia z grzechów i nowego narodzenia w Chrystusie. Wieczerza Pańska jest stałym przypomnieniem ceny tego Przymierza i naszej przynależności do Chrystusa. Jesteśmy wezwani do życia w wierności temu Przymierzu, do „obrzezania serca”, czyli do życia w Duchu Świętym, w posłuszeństwie Bogu.
Kiedy patrzę na swoje życie, na moje wzloty i upadki, na chwile silnej wiary i momenty głębokich wątpliwości, historia Abrahama jest dla mnie ogromnym pokrzepieniem. Przypomina mi, że moja relacja z Bogiem nie zależy od mojej doskonałości, ale od Jego niezmiennej miłości i wierności. Przypomina mi, że On jest Bogiem Wszechmogącym (El Shaddai), dla którego nie ma nic niemożliwego. Przypomina mi, że Jego Obietnica i Przymierze są fundamentem mojej nadziei.
W świecie, który często wydaje się chaotyczny i niepewny, zakotwiczenie naszej wiary w Bożych obietnicach, potwierdzonych przymierzem z Abrahamem i ostatecznie wypełnionych w Jezusie Chrystusie, daje nam pokój i siłę do kroczenia naprzód. Niech ta starożytna historia przypomina nam każdego dnia o wielkości naszego Boga i o Jego nieskończonej łasce wobec nas, Jego dzieci.

Nazywam się Piotr Tomaszewski. Wiara chrześcijańska jest dla mnie życiowym kompasem i najgłębszą pasją. Wiele lat poświęciłem na poznawanie Boga, a każdą wolną chwilę staram się spędzać na zgłębianiu Pisma Świętego i bogactwa Słowa Bożego. Bardzo cenię sobie rozmowy na tematy związane z wiarą i cieszę się, że na tym blogu mogę dzielić się z Wami moimi przemyśleniami oraz ciekawostkami ze świata chrześcijaństwa. Mam nadzieję, że znajdziecie tu inspirację!


