Cześć Wam wszystkim. Mam na imię Piotr i od jakiegoś czasu prowadzę tego bloga, dzieląc się swoimi przemyśleniami na tematy wiary. Jako facet koło czterdziestki, z bagażem różnych doświadczeń, zarówno tych dobrych, jak i tych trudnych, coraz częściej myślę o tym, co w życiu najważniejsze. I niezmiennie wracam do jednego – do fundamentu naszej wiary, który daje prawdziwą siłę i pocieszenie, zwłaszcza gdy czujemy ciężar własnych upadków. Dziś chcę poruszyć temat, który jest jak balsam dla duszy każdego, kto zmaga się ze swoją słabością. Chodzi o Miłosierdzie Boże: Nadzieję dla grzeszników. To nie tylko piękna idea teologiczna, ale żywa rzeczywistość, która może odmienić nasze życie, jeśli tylko na nią pozwolimy.
Żyjemy w świecie, który często promuje siłę, perfekcjonizm, sukces. Od małego jesteśmy uczeni, że liczą się wyniki, że trzeba być najlepszym, że porażka jest czymś wstydliwym. Media społecznościowe zalewają nas obrazami idealnego życia, idealnych rodzin, idealnych karier. Łatwo wpaść w pułapkę porównywania się, poczucia bycia niewystarczającym. A co, gdy do tego dojdzie świadomość własnego grzechu? Kiedy zdajemy sobie sprawę, że zawiedliśmy – Boga, bliźnich, samych siebie? Wtedy może pojawić się zniechęcenie, rozpacz, poczucie beznadziei. Możemy myśleć, że jesteśmy zbyt słabi, zbyt brudni, zbyt oddaleni od Boga, by móc do Niego wrócić. I właśnie w tym momencie, w tej ciemności, jak promień światła pojawia się prawda o Bożym Miłosierdziu.
Czym właściwie jest Miłosierdzie Boże? To coś znacznie więcej niż tylko litość czy pobłażliwość. To aktywna, nieskończona miłość Boga, która pochyla się nad naszą nędzą, nad naszym grzechem, nie po to, by nas potępić, ale by nas podnieść, uleczyć i przywrócić do życia. To miłość, która przekracza wszelkie ludzkie miary sprawiedliwości. Ludzka sprawiedliwość często mówi: „Oko za oko, ząb za ząb”. Działa na zasadzie odpłaty, kary za wyrządzone zło. Miłosierdzie Boże działa inaczej. Ono widzi grzesznika, widzi jego upadek, ale patrzy dalej – widzi w nim swoje ukochane dziecko, które zabłądziło, które cierpi, które potrzebuje ratunku. Bóg nie czeka, aż my staniemy się idealni. On wychodzi nam naprzeciw, właśnie wtedy, gdy jesteśmy najsłabsi, najbardziej pogubieni.

Pomyślmy o przypowieści o synu marnotrawnym. To chyba jeden z najpiękniejszych obrazów Bożego Miłosierdzia w całej Biblii. Syn, który odchodzi, trwoni majątek, upada na samo dno. Logika świata podpowiadałaby, że zasłużył na karę, na odrzucenie. Ale co robi ojciec? Wypatruje go z daleka. Gdy tylko widzi wracającego syna – brudnego, wynędzniałego, pełnego wstydu – wybiega mu naprzeciw, rzuca mu się na szyję, całuje go. Nie pyta o szczegóły grzechów, nie wypomina zmarnowanych pieniędzy. On się cieszy! Cieszy się, że syn żyje, że wrócił. Urządza ucztę, przywraca mu godność syna. Ten ojciec to obraz naszego Boga – Boga bogatego w miłosierdzie.
Ta prawda nie jest tylko piękną historią. Ona jest sednem Ewangelii. Całe życie Jezusa Chrystusa, Jego nauczanie, cuda, a przede wszystkim Jego Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie, są jednym wielkim objawieniem Miłosierdzia Bożego. Jezus przyszedł nie do sprawiedliwych, ale do grzeszników. Jadał z celnikami, rozmawiał z kobietami lekkich obyczajów, uzdrawiał chorych, odpuszczał grzechy. On pokazywał, że Boża miłość nie zna granic, że jest dostępna dla każdego, kto jej zapragnie.
Szczytem tego objawienia jest Krzyż. Tam, w największym cierpieniu, Jezus oddaje swoje życie za nas – za mnie, za ciebie, za każdego człowieka, który kiedykolwiek żył, żyje i będzie żył. Oddaje życie za nasze grzechy. To nie była konieczność podyktowana jakąś ślepą sprawiedliwością, która domagała się ofiary. To był akt nieskończonej miłości i miłosierdzia. Z przebitego boku Jezusa na krzyżu wypłynęły krew i woda – symbole sakramentów Kościoła, przez które nieustannie wylewa się na nas łaska Boża, łaska oczyszczenia i nowego życia. To właśnie tam, na Kalwarii, Miłosierdzie Boże zatriumfowało nad grzechem i śmiercią.
W dzisiejszych czasach mamy szczególne przypomnienie tej prawdy dzięki objawieniom, jakie otrzymała polska siostra zakonna, Święta Faustyna Kowalska. W swoim „Dzienniczku” zapisała słowa, które Jezus kierował do niej, a przez nią – do całego świata. To przesłanie jest niezwykle proste i jednocześnie potężne: Bóg jest Miłością i Miłosierdziem samym. Jego miłosierdzie jest większe niż wszystkie nasze grzechy razem wzięte. Jedyne, czego od nas oczekuje, to zaufanie.
„Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia Mojego” – te słowa Jezusa zapisane przez Świętą Faustynę są dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek. W świecie pełnym niepokoju, lęku, podziałów, jedynym prawdziwym źródłem pokoju jest zwrócenie się do Boga, który jest Miłością.
Jezus dał nam przez Świętą Faustynę konkretne narzędzia, które mają nam pomagać w czerpaniu z tego nieskończonego źródła miłosierdzia:
- Obraz Jezusa Miłosiernego z podpisem „Jezu, ufam Tobie”. To nie jest zwykły obrazek. To wizualne przypomnienie o obecności Jezusa i Jego miłosierdziu. Te dwa promienie – blady (symbolizujący wodę, która usprawiedliwia dusze) i czerwony (symbolizujący krew, która jest życiem dusz) – wypływające z Jego serca, przypominają nam o darach sakramentów, zwłaszcza Chrztu i Eucharystii, oraz o Sakramencie Pokuty i Pojednania. Sam podpis „Jezu, ufam Tobie” jest kluczem. Zaufanie – to jest postawa, której Bóg od nas oczekuje.
- Koronka do Miłosierdzia Bożego. To potężna modlitwa, którą Jezus podyktował Świętej Faustynie. Możemy ją odmawiać w każdej potrzebie, za siebie, za bliskich, za konających, za cały świat. Jezus obiecał wielkie łaski związane z odmawianiem tej koronki, zwłaszcza w godzinie śmierci. To modlitwa, w której ofiarujemy Ojcu Przedwiecznemu Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jego Syna na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata. Włączamy się niejako w kapłańską modlitwę samego Chrystusa.
- Święto Miłosierdzia Bożego. Obchodzone w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Jezus obiecał, że w tym dniu otwarte są na oścież wnętrzności Jego miłosierdzia i wylewa On całe morze łask na dusze, które zbliżą się do źródła Jego miłosierdzia. Szczególną łaską związaną z tym dniem jest obietnica zupełnego odpuszczenia win i kar dla tych, którzy w tym dniu przystąpią do Spowiedzi i Komunii Świętej. To jakby drugi Chrzest! Niesamowity dar, który pokazuje bezmiar Miłosierdzia Bożego.
- Godzina Miłosierdzia. To godzina trzecia po południu, moment konania Jezusa na krzyżu. Jezus prosił, abyśmy w tej godzinie, choć przez chwilę, rozważali Jego bolesną Mękę i błagali o miłosierdzie dla siebie i całego świata. Obiecał, że w tej godzinie niczego nie odmówi duszy, która Go prosi przez Mękę Jego.
- Szerzenie czci Miłosierdzia. Jezus zachęca nas również do tego, byśmy nie tylko sami korzystali z Jego miłosierdzia, ale także byśmy świadczyli o nim innym – słowem, czynem i modlitwą. Być miłosiernym dla bliźnich, tak jak On jest miłosierny dla nas.
Wiem, że czasem trudno jest uwierzyć w to Miłosierdzie Boże, zwłaszcza gdy patrzymy na własne grzechy, na swoje powtarzające się upadki. Jako mężczyzna, facet po przejściach, wiem, jak łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że „już się nie nadaję”, „jestem beznadziejnym przypadkiem”, „Bóg na pewno ma mnie dość”. Szatan, mistrz oskarżania, chętnie podsuwa nam takie myśli. Chce nas zamknąć w poczuciu winy i beznadziei.
Ale Miłosierdzie Boże jest większe! Ono nie jest uzależnione od naszej doskonałości. Ono jest darem. Jedyne, co musimy zrobić, to ten dar przyjąć. A przyjmujemy go przez ufność. Ufność to nie jest uczucie. To jest decyzja woli. Decyzja, że pomimo moich grzechów, moich słabości, moich wątpliwości, ja wybieram wierzyć w to, że Bóg mnie kocha, że mi przebacza, że chce mojego dobra, że ma dla mnie plan zbawienia. „Jezu, ufam Tobie” – to najprostsza i najpotężniejsza modlitwa, jaką możemy zanosić.
Szczególnym miejscem doświadczania Miłosierdzia Bożego jest Sakrament Pokuty i Pojednania, czyli spowiedź. Wiem, dla wielu to trudny sakrament. Wymaga pokory, przyznania się do winy, wyznania grzechów przed kapłanem. Ale to właśnie tam, w konfesjonale, spotykamy samego Jezusa Miłosiernego. Kapłan jest tylko narzędziem, ale to Chrystus odpuszcza nam grzechy. To On przywraca nam łaskę uświęcającą, leczy rany zadane przez grzech, daje siłę do walki ze złem. Każda dobra spowiedź to cud Miłosierdzia Bożego. To powrót syna marnotrawnego do domu Ojca. Nie bójmy się tego sakramentu! Im większy grzech, tym większe prawo do miłosierdzia. Jezus sam powiedział Świętej Faustynie: „Im większa nędza, tym większe ma prawo do miłosierdzia Mojego”.
Przyjęcie Miłosierdzia Bożego to jedno, ale jest też druga strona medalu. Jesteśmy wezwani do tego, by sami być miłosierni wobec innych. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” – mówi Jezus w Kazaniu na Górze. Jeśli doświadczyliśmy przebaczenia od Boga, jeśli zostaliśmy obdarowani Jego miłością mimo naszych win, to naturalną konsekwencją powinno być to, że my również będziemy przebaczać innym, że będziemy okazywać miłość i współczucie potrzebującym.

To wezwanie do bycia miłosiernym dotyczy trzech wymiarów:
- Czynu: Pomoc materialna ubogim, opieka nad chorymi, przyjmowanie podróżnych, pocieszanie strapionych – to konkretne uczynki miłosierdzia co do ciała. Dziś, w zabieganym świecie, czasem najtrudniejszym uczynkiem miłosierdzia jest poświęcenie komuś swojego czasu, wysłuchanie go.
- Słowa: Dobre słowo, rada, pocieszenie, ale też upomnienie grzeszącego (oczywiście w duchu miłości, nie осудження), przebaczenie uraz. Czasem jedno życzliwe słowo może komuś uratować dzień, a nawet życie. Z drugiej strony, powstrzymanie się od plotki, oszczerstwa, złośliwego komentarza – to też jest akt miłosierdzia.
- Modlitwy: Modlitwa za żywych i umarłych, za grzeszników, za prześladowców, za Kościół, za świat. To potężna forma miłosierdzia, dostępna dla każdego, niezależnie od stanu zdrowia czy możliwości finansowych.
Bycie miłosiernym nie jest łatwe. Wymaga zaparcia się siebie, przezwyciężania własnego egoizmu, gniewu, chęci odwetu. Ale właśnie w tym wysiłku upodabniamy się do naszego Ojca w niebie, który „sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”. Doświadczenie Miłosierdzia Bożego we własnym życiu daje nam siłę i motywację, by samemu stawać się narzędziem tego miłosierdzia dla innych.
Drodzy Czytelnicy, Bracia i Siostry w wierze. Temat Miłosierdzia Bożego jest tak głęboki i niewyczerpany, że można by o nim pisać i mówić bez końca. To jest serce naszej wiary. To jest odpowiedź Boga na dramat ludzkiego grzechu. To jest nasza nadzieja. Bez względu na to, jak daleko odeszliśmy, jak bardzo upadliśmy, jak beznadziejna wydaje nam się nasza sytuacja – drzwi Bożego Miłosierdzia są zawsze otwarte. Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem; to my męczymy się proszeniem o przebaczenie.
Jeśli czujesz ciężar grzechu, jeśli zmagasz się z jakimś nałogiem, jeśli przeżywasz kryzys wiary, jeśli czujesz się samotny i odrzucony – zwróć się z ufnością do Jezusa Miłosiernego. Powiedz Mu prosto z serca: „Jezu, ufam Tobie”. Idź do spowiedzi. Sięgnij po „Dzienniczek” Świętej Faustyny. Odmawiaj Koronkę. Niech prawda o Miłosierdziu Bożym przeniknie Twoje serce i umysł.
To jest przesłanie nadziei dla każdego z nas. Jesteśmy grzesznikami, to prawda. Ale mamy Boga, który jest Miłością i Miłosierdziem. I to jest najważniejsza prawda, która nadaje sens naszemu życiu i otwiera przed nami perspektywę wieczności. Miłosierdzie Boże – to nasza skała, nasza ucieczka, nasza nadzieja. Chwyćmy się jej mocno.

Nazywam się Piotr Tomaszewski. Wiara chrześcijańska jest dla mnie życiowym kompasem i najgłębszą pasją. Wiele lat poświęciłem na poznawanie Boga, a każdą wolną chwilę staram się spędzać na zgłębianiu Pisma Świętego i bogactwa Słowa Bożego. Bardzo cenię sobie rozmowy na tematy związane z wiarą i cieszę się, że na tym blogu mogę dzielić się z Wami moimi przemyśleniami oraz ciekawostkami ze świata chrześcijaństwa. Mam nadzieję, że znajdziecie tu inspirację!


